Mokry poranek,
ślad głowy na poduszce.
Umarłem we śnie.
Mokry poranek,
ślad głowy na poduszce.
Umarłem we śnie.
Dwa kroki naprzód
i cios cegłą w tył głowy.
Smak pyłu w ustach.
Wiosenne deszcze,
plamy na prześcieradle.
Śmierć się uśmiecha.
W zamkniętej pięści
jedno słowo, jeden sen.
Nic nie zostaje.
dźwięk fortepianu,
pusty pokój i dusza.
kot patrzy na deszcz.
Kubek herbaty,
ręce szukają ciepła.
Pierwszy śnieg zimy.
Moje stare sny
śnione pod własną kołdrą.
Wpatruję się w noc.
szare poranki
w ciszy brzmią słowa gniewne
twoje i moje.
sekundy i dnie.
piękne, czerwone liście,
okruchy dla nas.
Liście spadają.
Pies obsikuję ciągle
te same miejsca.